Menu

warto zobaczyć

Recenzje filmów, które musisz obejrzeć choć raz w życiu...

Akcja czy emerytura?

obiektywnie1805

Dziś przeniesiemy się do świata szybkich aut, pięknych kobiet i ciekawych rozwiązań technologicznych. Tym razem  z agentem Jej Królewskiej Mości  wpadniemy na trop tajemniczej organizacji WIDMO. Nie zabraknie strzelanin i pościgów oraz tego, za co jedni serię filmów kochają, a inni nienawidzą, specyficznego poczucia humoru. Czy 24-ta  odsłona przygód uwodziciela  i niezwykle zręcznego zabójcy stanowi  preludium do przejścia na emeryturę aktora grającego główną rolę? Jak Daniel Craig poradził sobie wcielając się po raz kolejny w rolę 007?

 

Reżyser Sam Mendes na początku zabiera nas do gorącego Meksyku. To być może żart sytuacyjny, bo rzeczywiście będzie gorąco. Film rozpoczyna się od karkołomnej misji, a akcja z każdą chwilą nabiera tempa. Wiemy, kim jest nasz bohater, który bez zbędnych wstępów bierze się do dzieła. Już tu następuje duże zaskoczenie, szpieg, który w „Skyfall” wydawał się lekko „zdziadzieć”, wrócił do dawnej formy. Niestety, rząd i dowództwo wywiadu po raz kolejny uznają, że dawne metody są przestarzałe, a człowiek z licencją na zabijanie od dawna jest reliktem przeszłości nieprzystosowanym do nowych realiów. Bond zostaje wysłany na przymusowy urlop. Oczywiście, od tego momentu emocje tylko rosną.

Tym razem dziewczyną 007 będzie zachwycająca Madeleine Swann ( Léa Seydoux), która co prawda utrudni mu walkę z demonicznym Franzem Oberhauserem, ale nie będzie bezwolną lalką, jak zdarzało się to niektórym kobietom na drodze Jamesa. Za to należą jej się wielkie brawa. Niestety Craig grający w kolejnych częściach „na jedno kopyto”, zaczyna odrobinę nudzić odbiorcę. Stwierdzam to z bólem serca, bo zawsze uważałem, że jest stworzony do tej roli.

Jak zwykle scenarzyści postarali się o wiele komicznych wątków. „Spectre” wydaje się być przede wszystkim zabawą konwencją, która przez lata zyskała wielu sympatyków. Już w pierwszej scenie agent opada na miękką… Zresztą sami zobaczycie.

Pod względem tytułowej piosenki w zestawieniu z fenomenalnym, klimatycznym „Skyfall” zaśpiewanym przez Adele, Sam Smith z „Writing’s  on the Wall” wypada kiepsko. O ile artysta zachwycił mnie niejednokrotnie, o tyle nie sposób odnieść wrażenia, że piosenki promującej film producenci poszukiwali na ostatnią chwilę. Jeżeli dołożymy do tego utwory promujące karciany pojedynek 007 czy  „Golden Eye” z ’95 roku nawet z całą sympatią do Smitha, możemy stwierdzić, że jego utwór zupełnie nie pasuje do serii.

Wszystko wskazuje na to, że aktor grający główną rolę zdążył znudzić się graną postacią, o czym mówił w kilku wywiadach. Bez wątpienia jednak w moim filmowym archiwum znajdzie się „Casino Royal” , „Skyfall” i z sentymentu, właśnie „Spectre”. Tak czy inaczej Agent Jej Królewskiej Mości nadal czuwa, a zmienia się tylko dobór trunków.

 

© warto zobaczyć
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci